Byli mistrzowie na jubileuszu ŁKS

May 22nd, 2003

28 maja, ŁKS, jeden z najstarszych i najbardziej zasłużonych klubów sportowych w Polsce, obchodzi 95-lecie swego istnienia. Z jego szeregów wyrosło wielu mistrzów i rekordzistów kraju, mistrzów Europy i świata, olimpijczyków. Los rozrzucił ich po całym bez mała świecie. Ale niektórzy z nich zjadą do Łodzi na jubileusz.

Do tego grona należy Kazimierz Kowalec, mistrz Polski z 1958 r. i zdobywca Pucharu Polski z 1957 r. w piłce nożnej, który na stałe mieszka w Melbourne (Australia). Uczestniczy on nawet w pracach Koła Seniorów ŁKS, które przygotowuje uroczystości jubileuszowe.

– Będę reprezentować na tych uroczystościach tych wszystkich piłkarzy ŁKS, którzy przebywają obecnie w Australii, a z różnych względów nie mogą przyjechać do Łodzi – mówi Kazimierz Kowalec. Cieszę się bardzo z tego, że znów spotkam swych przyjaciół z boiska. Mają m. in. przyjechać Henryk Szymborski i Wiesław Jańczyk.

* A co słychać u Henryka Szczurzyńskiego, który mieszka w Adelajdzie, ale zawsze żywo interesował się losami piłkarzy ŁKS?

– Ubolewa, że ŁKS gra w II lidze i niecierpliwie czeka na powrót piłkarzy do ekstraklasy. Chorował, ale już czuje się znacznie lepiej. Żałował wielce, że nie może przyjechać na jubileusz ŁKS ze swą żoną, sławną przed laty koszykarką ŁKS, reprezentantką Polski.

Autor artykułu: (m. st.)

Piąta kolejna wygrana! – Śląsk – ŁKS 0:2

May 22nd, 2003

Trwa wspaniała zwycięska seria łodzian. Piłkarze ŁKS w pięciu ostatnich meczach odnieśli pięć zwycięstw. Pokonali Ruch Radzionków 1:0, Hetmana 1:0, Piotrcovię 3:0, Arkę 1:0 i wczoraj Śląsk 2:0. Łodzianie są coraz bliżej zapewnienia sobie utrzymania w II lidze. Awansowali na
dziesiąte miejsce w tabeli!

Od początku spotkania widać było, że ełkaesiacy nie zamierzają we Wrocławiu wyłącznie bronić bezbramkowego wyniku. W 10 min. gry po podaniu Karola Piątka w bardzo dobrej sytuacji strzeleckiej znalazł się Radosław Matusiak. Był sam na sam z bramkarzem, ale ten pojedynek przegrał. Radosław Janukiewicz strzegący bramki Śląska nogą zdołał odbić kopniętą przez łódzkiego napastnika piłkę. Trzy minuty później ponownie strzelał Matusiak, ale tym razem zbyt lekko, by zaskoczyć Janukiewicza.

W 19 min. groźnie było po raz pierwszy pod bramką Jakuba Skrzypca. Sasin dośrodkował na pole karne, głową na drugi słupek przerzucił piłkę Woźniak, a Tomasz Rączka chcąc wybić futbolówkę w pole zatrzymał ją przed Szczotem.
Na szczęście wrocławski pomocnik zupełnie nie spodziewał się takiego prezentu. W 26 min. spotkania zza pola karnego mocno strzelił Woźniak, ale piłka przeleciała nad poprzeczką bramki ŁKS.

W 29 min. Śląsk był bliski strzelenia gola. Prostopadłe podanie otrzymał Ulatowski i choć mógł pobiec jeszcze kilka metrów w kierunku bramki Skrzypca, zdecydował się na strzał. Bramkarz ŁKS zdołał sparować piłkę, podobnie jak dobitkę Dorobka.

Nie minęła minuta, gdy znów Ulatowski uciekł łódzkim obrońcom. Znów był bardzo blisko bramki ŁKS, ale mierząc w krótki róg nieznacznie się pomylił. Piłka przeleciała tuż obok słupka.

W 39 min. meczu padła upragniona dla ŁKS bramka. Matusiak wymanewrował na lewej stronie boiska dwóch obrońców, dośrodkował na pole karne, gdzie piłkę zatrzymał walczący z Jawnym Mierzejewski. Dobiegł do niej Rączka i z najbliższej odległości wepchnął ją do bramki rywali.

W 45 min. gry o wielkim szczęściu mógł mówić Skrzypiec. Bramkarz ŁKS łapał piłkę po strzale Dorobka oddanym z ok. 20 m. Piłka przeleciała mu przez ręce, ale na szczęście nie wpadła do bramki, lecz wyszła na rzut rożny.

Po zmianie stron do ataku rzucili się gospodarze. Efektem były jedynie dwa rzuty rożne. Łodzianie wyczekali na dogodny moment i skutecznie skontrowali. Piłkę wyprowadził ze swojej połowy Matusiak, przerzucił ją na drugą stronę do niepilnowanego Mierzejewskiego, który spokojnie z kilku metrów pokonał Janukiewicza.

W 53 min. spotkania sędzia przyznał gospodarzom rzut karny. Czpak blokował Szczota, a arbiter uznał, że robił to w sposób nieprzepisowy. Jedenastkę egzekwował Jawny, ale Skrzypiec znakomitą paradą zatrzymał piłkę zmierzającą w prawy róg bramki. W 63 min. znów bramkarz ŁKS był w głównej roli. Z lewej strony pola karnego ładnym technicznym strzałem popisał się Dorobek, ale Skrzypiec interweniował znakomicie.

Za chwilę potężną bombę na bramkę Śląska posłał z rzutu wolnego z odległości ok. 30 m Piotr Duda, a Janukiewicz z trudem wyciągnął piłkę spod poprzeczki.

W 79 min. Janukiewicz wykazał się dużym refleksem broniąc mocny strzał z kilku metrów Matusiaka. W 85 min. w pozycji sam na sam był Mierzejewski, ale źle przyjął piłkę w polu karnym i złapał ją Janukiewicz.

Łodzianie wygrali bardzo ważny mecz i zainkasowali cenne trzy punkty, które przybliżyły znacznie ŁKS do utrzymania w II lidze. W bezpośredniej walce pokazali, że to im bardziej się należy niż Śląskowi Wrocław.

*****

Śląsk – ŁKS 0:2

0:1 – Rączka (39), 0:2 – Mierzejewski (56), Żółte kartki: Jawny, Sztylka (Śląsk), Rączka, Sierant (ŁKS).

Sędziował Adam Konarski z Poznania. Widzów 2500.

NOTY W RANKINGU „SREBRNE BUTY”

ŁKS: Skrzypiec 8 – Kardas 5, Kowalczyk 6, Duda 7 – Rączka 6 (77, Stolarz 1), Sierant 5, Piątek 5, Białek 6, Klepczarek 2 (34, Czpak 5) – Mierzejewski 8 (87, Grzelak), Matusiak 7.

Autor artykułu: Marek Młynarczyk

Regaty się nie udały…

May 19th, 2003

Kilka tysięcy łodzian przyszło obejrzeć pierwszy w historii miasta wyścig łodzi na kółkach po ul. Piotrkowskiej. Niestety, „regaty” nie odbyły się…

Dwie łódki, które miały prowadzić załogi Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej i Społecznej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania czekały na Placu Wolności. O godzinie 16, kiedy to według planu miały wystartować, okazało się, że policja nie wyraża zgody na wyścigi po Pietrynie.

– To była decyzja policjanta, który zabezpieczał imprezę – tłumaczy Zbigniew Bińczyk z Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, organizatora regat. – Nie zgodził się ze względów bezpieczeństwa. Tłumaczył, że na ulicy jest zbyt wiele osób.

W tej sytuacji padła propozycja, by wyścig poprowadzić dookoła Placu Wolności, ale i ten pomysł nie „wypalił”. Ostatecznie zadecydowano, że łodzie przejadą powoli między rozstawionymi kramikami do al. Piłsudskiego. Dopiero tam miał się odbyć wyścig. Niestety i ten pomysł wkrótce upadł.

Kolejna planowana trasa miała wieść ścieżką rowerową wzdłuż al. Piłsudskiego do ul. Sienkiewicza, a potem ulicą Roosevelta do Piotrkowskiej. Po dwóch godzinach oczekiwań i gorączkowych dyskusji, wyścig przeniesiono do tzw. pasażu „China Town” przy ul. Piotrkowskiej 138/140.

– To skandal! – denerwowali się rodzice studentów, reprezentanci szkół i widzowie, którzy przyszli oglądać regaty. – Uczestnicy powinni się ująć honorem i odmówić udziału. To przypomina zabawy podwórkowe, a nie poważną imprezę, na którą ściągnięto kilka tysięcy osób.

– Ta trasa nie była przez nas proponowana. Wybraliśmy ją awaryjnie, ponieważ nasze próby interwencji u służb policyjnych nie przyniosły rezultatu –usprawiedliwiał się Włodzimierz Adamiak, wiceprezes Fundacji Ulicy Piotrkowskiej.

W pasażu „China Town” studenci mieli przejechać łódkami około 200 metrów. Do wyścigu jednak nie doszło, bo… łódki odmówiły posłuszeństwa. Po haśle „start” rozległ się tylko huk.

– Wyprostowały się ściągacze mocujące liny napędowe – tłumaczy fachowo Piotr Jacoń, który pomagał przygotowywać łódki.

Zawiedzionym studentom organizatorzy zaproponowali… piwo, ale chłopcy odmówili.

– Organizacja do niczego – żali się Łukasz Kucharczyk, wiceprzewodniczący samorządu WSPiZ.

Autor artykułu: (mgr)

Porażka po 26 latach – Widzew – Legia 1:3

May 19th, 2003

Ponad ćwierć wieku stadion Widzewa był niezdobyty dla piłkarzy Legii. Każda seria kiedyś musi się jednak skończyć. Walcząca o puchary stołeczna drużyna po 26 latach pokonała broniący się przed spadkiem zespół Widzewa.

To było wspaniałe widowisko, komplet widzów, efektowne bramki i emocje do samego końca.Choć obie drużyny w bieżącym sezonie walczą o jakże różne cele, to przez godzinę spotkania, właśnie łodzianie nadawali ton grze i gdyby byli skuteczniejsi, przedłużyliby serię spotkań z Legią bez porażki.

Pierwszą doskonałą okazję zmarnował Piotr Włodarczyk. W 14 min. w trójkącie rozegrał piłkę z Robertem Dymkowskim, ale kiedy znalazł się sam przed bramkarzem Legii, strzelił zbyt słabo i Artur Boruc złapał futbolówkę. Niesieni wspaniałym dopingiem własnych kibiców piłkarze Widzewa atakowali bramkę Legii. W 34 min. najlepszy w drużynie gospodarzy Patryk Rachwał dośrodkował z prawej strony, piłka leciała w kierunku Macieja Terleckiego, ale pomocnik łodzian zbyt wolno biegł do piłki i szansa została zmarnowana.

Po rzucie rożnym niecelnie z bliska główkował Michał Stasiak, wreszcie groźnie strzelał Robert Dymkowski, ale golkiper Legii zdołał przerzucić piłkę nad poprzeczką.

Legioniści rzadziej dochodzili do strzeleckich sytuacji. W pierwszej połowie mogli zdobyć bramkę, ale tylko dlatego, że piłkę „sprezentował” im Kazimierz Węgrzyn. Podał wprost na nogę Stanko Svitlicy, ale napastnik gości zmarnował doskonałą okazję.

Po przerwie łodzianie nadal groźnie atakowali, ale bramki nie padały. W 53 min. po rzucie rożnym główkował Kazimierz Węgrzyn, przeniósł jednak piłkę nad poprzeczką. W odpowiedzi Tomasz Sokołowski uderzył z daleka na bramkę łodzian. O mały włos nie przelobował Zbigniewa Robakiewicza, który w ostatniej chwili przerzucił piłkę nad bramką.

W 57 min. bohaterem meczu mógł zostać Maciej Terlecki. Po zgraniu piłki przez Roberta Dymkowskiego strzelał z 11 metrów. Nie trafił czysto piłki i ta przeleciała obok słupka.

Feralna dla łodzian okazała się 66 minuta. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Tomasz Sokołowski. Mało zdecydowanie wychodził z bramki Zbigniew Robakiewicz. Maciej Terlecki, odpowiedzialny za krycie Cezarego Kucharskiego, nie wywiązał się ze swej roli i pomocnik Legii głową strzelił pierwszego gola.

To był cios zarówno dla kibiców, jak i dla piłkarzy Widzewa. Nic zatem dziwnego, że cztery minuty później łodzianie stracili drugiego gola. Piłkę z głębi pola zagrał Cezary Kucharski, łódzcy obrońcy próbowali zastawić pułapkę ofsajdową, sędzia jednak puścił grę. Marek Saganowski z 16 metrów bez problemu przelobował Zbigniewa Robakiewicza. Było 2:0 dla Legii i coraz mniejsze szanse na zwycięstwo Widzewa.

Wyrozumiali fani łodzian krzyczeli „Nic się nie stało, Widzew, nic się nie stało”. Nadal jednak brakowało łodzianom skuteczności. W 71 min. po akcji Roberta Dymkowskiego z bliska strzelał Jerzy Podbrożny, ale został zablokowany.

Na 9 minut przed końcem spotkania dobrze grający Marek Saganowski zdecydował się na strzał z 20 metrów. Gdyby Zbigniew Robakiewicz stał w miejscu, zapewne złapałby piłkę. Niestety, rzucił się w prawo, a futbolówka wpadła w środek bramki.

Łodzian stać było tylko na zdobycie honorowej bramki. Po rzucie rożnym kapitalnie z woleja uderzył Kazimierz Węgrzyn, efektownie obronił jednak Artur Boruc. Piłka trafiła na głowę Roberta Dymkowskiego, który popisał się skuteczną dobitką.

Końcówka była emocjonująca, widzewiacy walczyli o zdobycie drugiej bramki. Kibice głośno dopingowali, było interesująco do samego końca. Niestety, wynik nie uległ już zmianie, ale takie mecze ogląda się z wielką przyjemnością.

*****

Widzew – Legia 1:3

0:1 – Kucharski (66), 0:2 – Saganowski (70), 0:3 – Saganowski (81), 1:3 – Dymkowski (88).

Żółte kartki: Vukovic, Wróblewski (Legia). Sędziował Antoni Fijarczyk (Stalowa Wola). Widzów 11 tys.

NOTY W RANKINGU „ZŁOTE BUTY”

Widzew: Robakiewicz 4 – Giuliano 5, Węgrzyn 4, Stasiak 4, Mosór 4 – Rachwał 6, Podbrożny 4 (74, Seweryn 1), Terlecki 3 (84, Urbaniak), Monteiro 4 (79, Andjelkovic 1) – Dymkowski 4, Włodarczyk 4.

Autor artykułu: Dariusz Kuczmera

Za kulisami meczu Widzew – Legia

May 19th, 2003

W całkowicie odmiennych nastrojach, co zrozumiałe, przyszli na konferencję pomeczową trenerzy Legii i Widzewa.

Dragomir Okuka (Legia): – Jestem bardzo zadowolony, zarówno z uzyskanego wyniku, jak i stylu gry, zaprezentowanego przez moją drużynę w spotkaniu z Widzewem. Dopóki łodzianie stosowali taktykę gry z kontrataku, trudno nam było sforsować blok obronny rywala. Ale stracona bramka zmusiła gospodarzy do prowadzenia bardziej otwartej gry i wówczas mieliśmy ułatwione zadanie do wypracowania dogodnych sytuacji do zdobycia bramek. Myślę, że odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo. Jestem pod dużym wrażeniem atmosfery, jaka panowała na trybunach stadionu.

Franciszek Smuda (Widzew): – Spotkanie stało na dobrym poziomie i prowadzone było w sportowej atmosferze. Błędy w grze obronnej zadecydowały o naszej porażce. Ale cóż, stanowią one nieodłączny element w grze piłkarskiej.

Momentami prowadziliśmy z Legią wyrównany bój. Gdybybyśmy do przerwy wykorzystali chociaż jedną z dogodnych sytuacji do zdobycia bramki, to mecz miałby zapewne inny, korzystniejszy dla nas przebieg. Cieszę się z tego, że przy stanie 0:3 nasz zespół zdołał się jeszcze zmobilizować, poderwać do walki, która przyniosła mu honorową zdobycz.

Okazało się, że dla nas walka o I-ligowy byt trwać będzie do końca mistrzostw. Zaraz po zakończeniu rozgrywek działacze Widzewa muszą przystąpić do przebudowy kadrowej drużyny, która byłaby w stanie podjąć skuteczną walkę o wyższe cele.

Autor artykułu: (m. st.)

Piotr Włodarczyk: Czuję, że wygramy

May 16th, 2003

Jutro czeka nas wielkie piłkarskie wydarzenie. Rywalem Widzewa będzie warszawska Legia. Na stadionie przy al. Piłsudskiego zasiądzie komplet – 11 tysięcy widzów.W klubowych kasach zostało jeszcze 500 biletów, które będą sprzedawane w kasach stadionu jutro od godz. 12.

Prawo kupienia bezcennego biletu poza kolejnością będą mieli ci, którzy wezmą udział w akcji „Dar życia”. Jutro w godz. 9.30-12.30 przed stadionem stać będzie autobus stacji krwiodawstwa. Ci, którzy oddadzą honorowo krew zostaną obdarzeni biletowym przywilejem, wezmą też udział w losowaniu kolorowego telewizora w przerwie pojedynku. Pomysłodawcom akcji – kibicom Widzewa należą się wielkie brawa.

W Widzewie pełna mobilizacja. Po dzisiejszym treningu łodzianie pojadą na krótkie zgrupowanie do Dobieszkowa. Trener Franciszek Smuda wciąż nie jest zdecydowany, kto wyjdzie w podstawowym składzie. Pewne miejsce w widzewskiej jedenastce ma Piotr Włodarczyk.

* Przed Widzewem szczególny mecz z Legią. Czy również wyjątkowo przygotowujecie się do tego pojedynku?

Piotr Włodarczyk: – Choć specjalnych przygotowań nie ma, to każdy z nas czuje większe ciśnienie. Wzrósł także poziom adrenaliny. Mecze z Legią są zawsze szlagierowe. Czekają na nie nie tylko kibice, ale i my.

* Jest pan w doskonałej dyspozycji. Można się spodziewać kolejnego pańskiego gola?

– Najważniejsze, żebyśmy wygrali. Jak zdobędziemy trzy punkty, też będę się cieszył. Radość byłaby jeszcze większa, gdybym rzeczywiście bramkę zdobył.

* Forma drużyny także jest zadowalająca. Zdobyliście cenny punkt w Grodzisku. Jesteście w stanie pokonać Legię?

– Oczywiście. Jestem o tym przekonany. Gramy u siebie, a atut własnego boiska i doping własnych wspaniałych kibiców mają ogromne znaczenie. Wiosną na naszym stadionie gramy skutecznie. Jeszcze nie straciliśmy w Łodzi ani punktu, ani bramki i wierzę, że po meczu z Legią bilans strat będzie bez zmian.

* Czy znów tylko pan zagra w ataku, czy będzie miał kogoś do pomocy w rozbijaniu obrony rywali?

– Jeszcze nie wiem. Dowiemy się o tym na przedmeczowej odprawie.

* Grał pan kiedyś w Legii…

– Nie tylko ja miałem przygodę z Legią, ale o żadnych sentymentach mowy być nie może. Walczymy o ligowy byt.

* W jakiej pan jest dyspozycji fizycznej?

– Nic mi nie dolega, czuję się bardzo dobrze.

* Jaki typuje pan wynik?

– Czuję, że wygramy.

Autor artykułu: (dk)

Z nowym filarem po zwycięstwo!

May 16th, 2003

Jutro rugbiści Express Ilustrowany Budowlani stają przed nie lada wyzwaniem. Ich rywalem będzie zespół mistrza Polski – Lechia Gdańsk. Ten, kto zwycięży, zdobędzie miano najlepszej drużyny sezonu zasadniczego. I co ważniejsze zyska prawo rozegrania spotkań decydujących o medalach na własnym boisku.

Stawka pojedynku jest zatem bardzo wysoka. Emocji z pewnością nie zabraknie. Warto wybrać się na stadion przy ul. Górniczej i zobaczyć te zawody. Początek spotkania godz. 14. Ceny biletów 5 i 10 zł.

* Czy to najważniejszy mecz sezonu zasadniczego?
Trener Mirosław

Szczepański: – W naszej wyrównanej lidze nie ma meczów ważnych i mniej ważnych. Gdybyśmy pokonali w Lublinie miejscowych Budowlanych, a powinniśmy byli to zrobić, dziś już bez względu na wyniki dwóch ostatnich spotkań z Lechią i Ogniwem moglibyśmy się cieszyć z zajęcia pierwszego miejsca w tabeli po rundzie zasadniczej. A teraz jesteśmy w sytuacji podbramkowej – musimy pokonać team z Gdańska.

* Jesienią w pojedynku na Wybrzeżu ta sztuka wam się nie udała.

– Ale byliśmy bliscy zwycięstwa. Gdyby w ostatnich sekundach spotkania Bartłomiej Kraska zdobył z rzutu karnego trzy punkty, wtedy schodzilibyśmy z boiska z podniesionymi głowami. Przegraliśmy w Gdańsku, bo zabrakło nam pomysłu na to, jak wykonać skuteczny atak i położyć im piłkę w polu punktowym.

* Co jest największym atutem zawodników Lechii?

– Oni dysponują bardzo mocną pierwszą linią. To jest ich siła napędowa. W tej formacji gdańszczan występują sami reprezentanci Polski! Mówiąc szczerze na każdej strategicznej pozycji mają klasowych zawodników.

* Wiosną znakomicie spisywał się w Łodzi Jan Urbanowicz.

– Rzeczywiście, kopał piłkę bezbłędnie. Miał stuprocentową skuteczność, zdobył wszystkie 21 punktów odebrał nam w zeszłym sezonie brązowy, a być może nawet srebrny medal. Nie ulega wątpliwości, że to będzie bardzo trudny przeciwnik, który z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej.

* Jakie atuty spróbujecie przeciwstawić rywalom?

– W ostatniej chwili udało się nam potwierdzić do naszej pierwszej linii bardzo dobrego zawodnika na pozycji filara młyna. Chłopak ma za sobą reprezentacyjną przeszłość i powinien przydać się nam w jutrzejszym pojedynku. U nas gra rozpoczyna się od pierwszej linii. Gdy ona odpuści mecz, jak to się u nas mówi, „jest już pozamiatane”. Jeśli moi zawodnicy wygrają pojedynki jeden na jeden, na swoich pozycjach zdominują przeciwników, wtedy to my odniesiemy zwycięstwo.

Autor artykułu: (pas)

Smuda zapłaci

May 16th, 2003

Szum był na całą Polskę. Działacze Piotrcovii nie zgadzali się na to, żeby Franciszek Smuda mógł pracować jako trener Widzewa. Szastano dokumentami i pogróżkami. W końcu okazało się, że to burza w szklance wody. Obie strony dogadały się ze sobą. Ale PZPN dopisał epilog do tej awantury. Read the rest of this entry »

Internauci przeciw Toi

May 13th, 2003

Poprawienia jakości usług domagają się internauci, którzy mają wykupione stałe łącza w telewizji kablowej Toya.

– Płacimy miesięcznie po 122 zł i nie jesteśmy zadowoleni z jakości usług naszego operatora – mówią. – Notorycznie przerywane są połączenia, prędkość transferu danych jest niska. I nie ma znaczenia, kto na jakim osiedlu mieszka.

Wszędzie jest tak samo, czyli źle. Każdy z nas niejednokrotnie interweniował już w tej sprawie, ale nikt nie nie traktuje poważnie naszych uwag. Dlatego postanowiliśmy się zjednoczyć i walczyć o to, za co płacimy niemałe pieniądze.

Petycja internautów trafiła do sekretariatu telewizji Toya na ręce informatyka. Internauci zapowiedzieli, że jeśli przez najbliższe 2 tygodnie nic się nie zmieni, protest przybierze ostrzejszą formę.

Autor artykułu: (tj)

Aktorzy na razie górą

May 13th, 2003

Po ogłoszeniu przez sąd wyroku, uznającego nominację Grzegorza Królikiewicza na dyrektora Teatru Nowego za bezprawną, na sali sądowej rozległy się rzęsiste brawa aktorów.

Początek sporu, głośnego nie tylko w Łodzi, sięga jeszcze zimy. 3 lutego prezydent powołał na stanowisko zastępcy dyrektora do spraw artystycznych Grzegorza Królikiewicza. Zespół teatru go nie chciał i zaczął protestować, okupując budynek teatru. Dochodziło do brutalnych scen.

Do Łodzi zjechali aktorzy z Warszawy, którzy chcieli pomóc kolegom w konflikcie z prezydentem. Nie udało się.
21 marca wojewoda unieważnił decyzję prezydenta. Ten z kolei złożył skargę w Ośrodku Zamiejscowym NSA w Łodzi.

Wczoraj w wypełnionej po brzegi sali (był też Janusz Michaluk pełniący obowiązki dyrektora teatru) pełnomocnicy każdej ze stron sporu przedkładali swoje racje.

Sąd dopuścił do udziału w sprawie znanego aktora Andrzeja Żarneckiego, reprezentującego Związek Zawodowy Artystów Polskich, który opowiedział się gorąco po stronie wojewody.

Pełnomocnik prezydenta radca Jadwiga Piotrowicz popierając skargę, starała się przekonać sąd, że wojewoda przekroczył swoje kompetencje i naruszył ustawę o samorządzie gminnym.

Z jej stanowiskiem nie zgodził się pełnomocnik strony przeciwnej, radca Gabriel Szkudlarek. Wnosząc o oddalenie skargi starał się wykazać błędy popełnione przy nominacji (nie zasięgnięto opinii związków zawodowych). Mówił też o uprawnieniach nadzorczych przysługujących wojewodzie. Sąd podzielił jego stanowisko.

– Wojewoda miał prawo do takiej decyzji w ramach nadzoru adminstracyjnego – podkreślił sędzia Tomasz Zdrojewski.

Wyrok jest prawomocny i nie podlega zaskarżeniu w trybie zwykłym.

*****

- Prezydent nie komentuje wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego póki nie otrzyma pisemnego uzasadnienia – mówi Kajus Augustyniak, rzecznik Jerzego Kropiwnickiego.

– Prezydent nadal uważa, że odmowa dania szansy temu wielkiemu artyście byłaby niesprawiedliwa i naganna w sensie moralnym, podtrzymuje zatem swoją wolę zatrudnienia Grzegorza Królikiewicza na stanowisku dyrektora artystycznego Teatru Nowego. Z ewentualną decyzją uruchomienia procedur mianowania należy jednak poczekać do uzyskania uzasadnienia wyroku NSA.

*****

- Myślę, że decyzja NSA nie zakończy sprawy – mówi Juliusz Chrząstowski, przewodniczący koła zakładowego Związku Zawodowego Aktorów Polskich. – Można się spodziewać, że prezydent uruchomi procedury, by na nowo powołać Grzegorza Królikiewicza. Może przecież zdecydować o nominacji mimo negatywnych opinii Ministerstwa Kultury, ZASP i naszego związku. Dla nas ważne jest stanowisko Rady Miejskiej, która wyraziła pogląd, że powinno dojść do ogłoszenia konkursu na dyrektora artystycznego.

- Grzegorzowi Królikiewiczowi nie zostały dotychczas wypłacone żadne pieniądze – mówi Walentyna Ekiel, główna księgowa Teatru Nowego. – Teraz w tej sprawie musi wypowiedzieć się prawnik.

Z naszych informacji wynika, że podstawową pensję dyrektora Nowego stanowi 3 700 zł, z wszelkimi dodatkami jest to miesięcznie powyżej 5 tys. zł brutto.

Autor artykułu: (st, kow, rs)