Ponad ćwierć wieku stadion Widzewa był niezdobyty dla piłkarzy Legii. Każda seria kiedyś musi się jednak skończyć. Walcząca o puchary stołeczna drużyna po 26 latach pokonała broniący się przed spadkiem zespół Widzewa.
To było wspaniałe widowisko, komplet widzów, efektowne bramki i emocje do samego końca.Choć obie drużyny w bieżącym sezonie walczą o jakże różne cele, to przez godzinę spotkania, właśnie łodzianie nadawali ton grze i gdyby byli skuteczniejsi, przedłużyliby serię spotkań z Legią bez porażki.
Pierwszą doskonałą okazję zmarnował Piotr Włodarczyk. W 14 min. w trójkącie rozegrał piłkę z Robertem Dymkowskim, ale kiedy znalazł się sam przed bramkarzem Legii, strzelił zbyt słabo i Artur Boruc złapał futbolówkę. Niesieni wspaniałym dopingiem własnych kibiców piłkarze Widzewa atakowali bramkę Legii. W 34 min. najlepszy w drużynie gospodarzy Patryk Rachwał dośrodkował z prawej strony, piłka leciała w kierunku Macieja Terleckiego, ale pomocnik łodzian zbyt wolno biegł do piłki i szansa została zmarnowana.
Po rzucie rożnym niecelnie z bliska główkował Michał Stasiak, wreszcie groźnie strzelał Robert Dymkowski, ale golkiper Legii zdołał przerzucić piłkę nad poprzeczką.
Legioniści rzadziej dochodzili do strzeleckich sytuacji. W pierwszej połowie mogli zdobyć bramkę, ale tylko dlatego, że piłkę „sprezentował” im Kazimierz Węgrzyn. Podał wprost na nogę Stanko Svitlicy, ale napastnik gości zmarnował doskonałą okazję.
Po przerwie łodzianie nadal groźnie atakowali, ale bramki nie padały. W 53 min. po rzucie rożnym główkował Kazimierz Węgrzyn, przeniósł jednak piłkę nad poprzeczką. W odpowiedzi Tomasz Sokołowski uderzył z daleka na bramkę łodzian. O mały włos nie przelobował Zbigniewa Robakiewicza, który w ostatniej chwili przerzucił piłkę nad bramką.
W 57 min. bohaterem meczu mógł zostać Maciej Terlecki. Po zgraniu piłki przez Roberta Dymkowskiego strzelał z 11 metrów. Nie trafił czysto piłki i ta przeleciała obok słupka.
Feralna dla łodzian okazała się 66 minuta. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Tomasz Sokołowski. Mało zdecydowanie wychodził z bramki Zbigniew Robakiewicz. Maciej Terlecki, odpowiedzialny za krycie Cezarego Kucharskiego, nie wywiązał się ze swej roli i pomocnik Legii głową strzelił pierwszego gola.
To był cios zarówno dla kibiców, jak i dla piłkarzy Widzewa. Nic zatem dziwnego, że cztery minuty później łodzianie stracili drugiego gola. Piłkę z głębi pola zagrał Cezary Kucharski, łódzcy obrońcy próbowali zastawić pułapkę ofsajdową, sędzia jednak puścił grę. Marek Saganowski z 16 metrów bez problemu przelobował Zbigniewa Robakiewicza. Było 2:0 dla Legii i coraz mniejsze szanse na zwycięstwo Widzewa.
Wyrozumiali fani łodzian krzyczeli „Nic się nie stało, Widzew, nic się nie stało”. Nadal jednak brakowało łodzianom skuteczności. W 71 min. po akcji Roberta Dymkowskiego z bliska strzelał Jerzy Podbrożny, ale został zablokowany.
Na 9 minut przed końcem spotkania dobrze grający Marek Saganowski zdecydował się na strzał z 20 metrów. Gdyby Zbigniew Robakiewicz stał w miejscu, zapewne złapałby piłkę. Niestety, rzucił się w prawo, a futbolówka wpadła w środek bramki.
Łodzian stać było tylko na zdobycie honorowej bramki. Po rzucie rożnym kapitalnie z woleja uderzył Kazimierz Węgrzyn, efektownie obronił jednak Artur Boruc. Piłka trafiła na głowę Roberta Dymkowskiego, który popisał się skuteczną dobitką.
Końcówka była emocjonująca, widzewiacy walczyli o zdobycie drugiej bramki. Kibice głośno dopingowali, było interesująco do samego końca. Niestety, wynik nie uległ już zmianie, ale takie mecze ogląda się z wielką przyjemnością.
*****
Widzew – Legia 1:3
0:1 – Kucharski (66), 0:2 – Saganowski (70), 0:3 – Saganowski (81), 1:3 – Dymkowski (88).
Żółte kartki: Vukovic, Wróblewski (Legia). Sędziował Antoni Fijarczyk (Stalowa Wola). Widzów 11 tys.
NOTY W RANKINGU „ZŁOTE BUTY”
Widzew: Robakiewicz 4 – Giuliano 5, Węgrzyn 4, Stasiak 4, Mosór 4 – Rachwał 6, Podbrożny 4 (74, Seweryn 1), Terlecki 3 (84, Urbaniak), Monteiro 4 (79, Andjelkovic 1) – Dymkowski 4, Włodarczyk 4.
Autor artykułu: Dariusz Kuczmera