Po sobotnim zwycięstwie z Górnikiem trener Franciszek Smuda dał piłkarzom Widzewa trzy dni wolnego. Łodzianie dopiero dziś spotkają się na zajęciach. Wolnego nie mieli natomiast działacze, którzy od niedzieli rozmawiali o przyszłości futbolowej drużyny. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy dziś przedstawiciele Rady Nadzorczej i Zarządu Spółki SPN Widzew SA mają podjąć decyzję o podwyższeniu kapitału założycielskiego.
Takie rozwiązanie ma ułatwić spłatę zaległości wobec zawodników i różnych instytucji. W wypadku piłkarzy chodzi o zobowiązania wynikające u umów kontraktowych.
W klubie nikt głośno nie chce mówić o ewentualnych wzmocnieniach drużyny.
– Obecnie najważniejsze jest utrzymanie się w lidze i rozlicznie z naszymi obecnymi zawodnikami – twierdzi udziałowiec Andrzej Pawelec. – Po zakończeniu sezonu będzie można mówić o przyszłości.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy bardzo realny jest powrót do klubu z al. Piłsudskiego byłego prezesa Widzewa Mirosława Czesnego. – Nie mogę w tej chwili mówić o żadnych szczegółach – powiedział jeden z działaczy. – Pan Czesny jest obecnie związany umową z Piotrcovią. Nie ukrywamy, że w klubie potrzebny jest operatywny menedżer i kto wie, czy po zakończeniu współpracy z drugoligowym klubem nie wróci do nas. Wiele wyjaśni się po zakończeniu rozgrywek.
W sobotę czeka łodzian prestiżowy mecz w Krakowie. W wypadku zwycięstwa Wisła, na kolejkę przed zakończeniem sezonu, będzie już mogła świętować zdobycie mistrzostwa Polski. Wtedy sprawa utrzymania łodzian w ekstraklasie odroczona zostanie do wtorkowego spotkania z KSZO Ostrowiec.
Już dziś wiadomo, że w najbliższych dwóch pojedynkach nie wspomoże łódzkiej drużyny Marek Zając. Sprawa finalizacji umowy z łódzkim zespołem została odłożona do połowy czerwca, a zawodnik wrócił do Krakowa.
Wszystko wskazuje na to, że Widzew będzie musiał jeszcze płacić za nieodpowiedzialne zachowanie swoich kibiców. Przedstawiciele klubu zostali wezwani w czwartek na posiedzenie Wydziału Dyscypliny PZPN. Piłkarska centrala chce ukarać łódzki klub za to, że przed meczem z Legią na płytę boiska wbiegli sympatycy łódzkiej drużyny. PZPN nie przyjmuje argumentów, że do incydentu doszło 40 minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego i nie miał on żadnego wpływu na przebieg spotkania. Naganne zachowanie kilkudziesięciu wyrostków może sporo kosztować, bowiem zgodnie z taryfikatorem PZPN takie wykroczenia karane są kwotą od 5 do 50 tysięcy złotych!
Dziś o godz. 12 na cmentarzu przy ul. Ogrodowej odbędzie się pogrzeb Antoniego Nockowskiego, wieloletniego lekarza i działacza klubu.
Autor artykułu: (hof)